Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 9 października 2016

I po babskich niedolach

Czy miniony tydzień okazał się równie fatalistyczny, jak się zapowiadał....? Otóż nie! Teraz ponownie spojrzałam na karty. Po niektórych z nich nie było ani śladu :D
Zastanawiam sie więc, czy warto opisywać karty, które się nie sprawdziły i podciągać ich znaczenie na siłę. Miniony tydzień wręcz był odwrotnością, lustrzanym odbiciem tych kart.
W każdym bądź razie spróbuję wyciągnąć jakieś wnioski, przynajmniej dla osób uczących się Tarota z moich wpisów.

Oto raz jeszcze przypomnienie kart z poprzedniego tygodnia:

1. Karta główna - Umiarkowanie
2. Wydarzenia - 3 Mieczy
3. Praca, życie zawodowe - 5 Kielichów
4. Uczucia, miłość - 3 Kielichów
5. Relacje z otoczeniem - Król Buław
6. Przeszkody, wyzwania - Wieża
7. To uda mi się osiągnąć - 6 Buław
8. Moje samopoczucie - 10 Buław
9. Tak podsumuję ten tydzień - Kapłanka


Karta Umiarkowania okazała się jednakże zupełnie trafiona. Po turbulencjach ostatnich tygodni, nieustannej nerwówce, szarpaninie z samą sobą, w moim życiu zagościł spokój. Dałam sama sobie na wstrzymanie. Można powiedzieć, że odpoczęłam troszkę od samej siebie. Więc karta Umiarkowania była moim dobroczynnym przesłaniem - to od nas samych zależy niejednokrotnie, jak podejdziemy do danej sytuacji. Możemy oczywiście dać ponieść się nerwom lub odetchnąć głęboko i przejąć kontrolę nad wszystkim.

3 Mieczy mnie ominęła. Przeszła obok. Lub raczej poszła sobie ode mnie. Przestałam brać wszystko do siebie. Należę do osób, które lubią wszystko nadinterpretować i odbierać wszystko w osobistym kontekście. Nic bardziej mylnego!!!! Nie musimy ufać wszystkiemu, co słyszą nasze uszy, bo możemy zwyczajnie się przesłyszeć.

Za 3 Mieczy szła w parze 5 Kielichów. Nie powiem, że w ostatnich kilku tygodniach, czułam się troszkę osaczona przez te karty. W tym tygodniu, ta niesympatyczna aura minęła. Praca znowu sprawiała przyjemność. Więc ta negatywna energia zaczęła się ulatniać.

3 Kielichów - tutaj nawet nie ma o czym mówić. Mój związek stoi na rozdrożu. Nikogo nowego nie ma, po mojej stronie. Jego nie pytam, może powinnam. Choć nie wydaje mi się to raczej prawdopodobne. Ale czasem ludzie, po których sie tego nie spodziewamy, potrafią nas najbardziej rozczarować.
Więc jeżeli 3 Kielichów w tym tygodniu, to raczej brak rozrywki, lub całkowity brak ochoty na nią. Nawet weekend spędzamy osobno.
3 Kielichów, czyli nas dwoje i pustka.

Król Buław i otoczenie - tutaj ok. Moje obie grupy są dosyć wymagające i ciągle zasypują mnie nowymi pytaniami. Ale to ja przejęłam znowu pałeczkę i tym samym kontrolę. Najważniejsze to nie dać się zwariować. I może jeszcze jedna informacja, w moim otoczeniu także nie było jakiegoś dominującego męskiego pierwiastka, nawet w postaci przełożonego, jak również wiadomości listownych bądź telefonicznych z urzędów.

Wieża jako przeszkody. To też zostało mnie oszczędzone. Oprócz dźwigania zakupów bądź ciężkiej torby z książkami, większych balastów w tym tygodniu nie miałam. Tu także odniesienie do 10 Buław. Pewne sprawy związane z pracą nadal się nie wyjaśniły. Więc póki co, na jakiekolwiek zmiany będę musiała jeszcze trochę poczekać. No tak, ja jestem osobą lubiącą zmiany. Dlatego czasem cieszę się na Wieże w moim życiu. Bo z Wieżami bywa tak, że jak sami za długo zwlekamy lub ukrywamy się, ona przychodzi i siłą wyrzuca nas z naszej kryjówki. Naturalnie każdy podchodzi do tego zupełnie inaczej. I w naszym życiu pojawiają się nie tylko Wieże, które po pierwszym szoku okazują się naszym błogosławieństwem. Ja ciągle za czymś gonię. Ciągle mi czegoś mało. Nie potrafię się długo cieszyć jednym sukcesem, bo zaraz szukam nowych wyzwań. To również dosyć męczące. Cóż, tą wieżą dostałam sygnał od losu, że to nie jest jeszcze odpowiednia chwila na zmiany, że trzeba jeszcze poczekać.

6 Buław - tutaj mogę się uśmiechnąć. Z tego tygodnia wyszłam obronną ręką. Wygrałam z moimi lękami. Także w pracy mogę sobie przypisać więcej małych sukcesów niż porażek.

10 Buław - to moja karta przewodnia od kilku tygodni. Kiedy przychodzi piątek, padam padnięta na łóżko i nie daję znaków życia. Dużo pracy, dużo zajęć, więc ta karta tutaj wcale mnie nie dziwi.

Kapłanka - to zaufanie. I to uczucie, że gdzieś tam, ktoś nade mną czuwa, pomogło mi przejść raczej bezboleśnie przez ten tydzień.

Jako Resume powtórzę się - karty tygodniowe czasem trafiają w sedno, czasem trafiają obok. Ale przy tym rozkładzie, nie pozostaje mi nic innego, jak się cieszyć.

Pozdrawiam i życzę kolejnego satysfakcjonującego tygodnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz