Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 14 czerwca 2015

7 Kielichów - jako rada

Cierpliwość jest dla mnie największym wyzwaniem od kilku lat. Już z zasady ciągle na coś czekamy. Na wieczór, na weekend, na urlop, na przesyłki, pociągi, sms-y i telefony. Czekamy aż problemy same się rozwiążą lub czekamy też na lepsze czasy.

U mnie jest przeważnie tak, że nie potrafię dłużej usiedzieć w jednym miejscu i prędzej czy później potrzebuję zmian. Często mówię, że z pewnymi decyzjami muszę poczekać, bo to nie jest jeszcze właściwy czas i miejsce. Tylko gorzej jest, jak już się na coś uprę. Wtedy to musi przyjść już, teraz, natychmiast. Ja coś chcę i naturalną koleją rzeczy jest dla mnie, że cały Wszechświat na raz się obróci i dopasuje do moich planów. Niestety Wszechświat jak na ironię jakoś działa w innym trybie niż ja. A jaśniej mówiąc w całkowicie odwrotnym ;D Bowiem, kiedy ja chcę spokoju, on zsyła mi ciągle nowe wyzwania. Ja pragnę zmian, a on mi jak na złość wszystko opóźnia.

I w górach mieszka krówka Milka:)
Najlepiej zobrazuję to tak. We wszystkich rozkładach na przyszłość bliższą i dalszą wychodzi mi Lenormandowa Góra. Góra na mojej karcie jest przepiękna, potężna, majestatyczna. Poza tym kocham góry, dlatego też mieszkam na Bawarii. Za pierwszym razem byłam oczarowana tą kartą. Tylko ta karta właśnie zapowiada opóźnienia, przeszkody w realizacji celu. Czyli znowu czekanie…. Wrrrr…. Jak ja nie lubię czekać!!!
Dokładnie, czekać nie lubię, więc trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Pewne swoje plany i zamysły muszę przesunąć na czas po moim urlopie, kiedy to jadę do Polski. I sama dobrze wiem, że teraz rozpoczynanie czegokolwiek mija się z celem. No tak, ale jak się baba uprze, to święty boże nie pomoże. Więc  z mojego kombinowania właściwie nie wyszło nic, poza nowymi rozterkami i nakręcaniem się. Oj jak ja to dobrze znam.
No dobrze, ale co ma piernik do wiatraka, czyli Góra w kartach Lenormand i tarotowi 7 Kielichów.

A no coś tam ma.
Zwykle jak się już tak porządnie nakręcę i najczęściej czuje się jakby mnie ktoś wrzucił to shakera Tupperware i tak mną potrząsał i potrząsał. To jest tysiąc moich myśli na minutę. Tak się czasem czuję :D

Ah i wtedy biorę karty w ruch i maltretuję je niemiłosiernie.
Więc na początek był Lenormand, co mnie dodatkowo podminował tym czekaniem, przeszkodami itp., itd.

Później były karty Anielskie i Tarot. Karty Anielskie podzieliły zdanie Lenormand, ku mojemu zdegustowaniu. Na koniec zostawiłam sobie więc Tarota. Jako rada wyszła mi 7 Kielichów. Już chciałam machnąć na to ręką, ale potem wszystko zaczęło mi się układać w jedną całość.

Do tej pory przyjmowałam 7 Kielichów jako życie iluzją, marzeniami, bujanie w obłokach. Może nie mam tendencji do idealizowania rzeczywistości, ale musiałam się nauczyć brać życie, takim jakie jest, a nie ciągle żyć w świecie moich marzeń. Jestem spod znaku Ryb, a więc melancholijne nastroje, gdzieś tam uciekanie myślami do innej rzeczywistości, niestety należało bardzo długo do mojej codzienności. Więc zabrałam się do robienia notatek i nawet napisałam ostro: Monika – przestań znowu marzyć, przestań śnić, nauczyć się rzeczywistością żyć.
Potem zaczęłam pisać dalej:
- rzeczywistość nie jest taka, jak nam się wydaje. Źle interpretujemy daną sytuację. Poświęcamy zbyt dużo czasu na roztrząsanie jakiegoś problemu, a kosztuje nas to jedynie bardzo dużo energii.
- Czujemy się zagubieni, ponieważ nie potrafimy trafnie ocenić danej sytuacji bądź okoliczności w danym momencie są niesprzyjające. Może należy popatrzeć na problem z innej perspektywy lub zasięgnąć rady innej osoby.

I wtedy mnie to wszystko uderzyło. Słowa, które napisałam, były dokładnie przesłaniem z kart anielskich. Pomyślałam, że może więc warto przyjąć też inną interpretację 7 Kielichów. Może nie chodzi tutaj o przesłanie – obudź się dziewczyno i wylanie zimnego prysznica na głowę.

Często jest również tak, że jakaś sytuacja nie odpowiada naszym wyobrażeniom. Czujemy się lekko sfrustrowani. Zaczynamy natychmiast próbować dopasować wszystko do naszych potrzeb, a kiedy ostateczny wynik też nie jest zadowalający, zaczynamy widziec wszystko w czarnych kolorach.
Naturalnie możemy poradzić się znajomych, ale zazwyczaj każdy ma inną wizję naszej przyszłości. Więc czasami rzeczywiście najrozsądniej jest poczekać.

Może rzeczywiście ktoś tam na górze wie, co jest dla nas najlepsze i może od czasu do czasu warto po prostu zaufać.
No tak powiecie, a co z naszymi planami i marzeniami. Już nie można marzyć, nie można czegoś pragnąć? Przecież nawet jeden z najsłynniejszych cytatów Paola Coelho mówi: jeśli czegoś pragniesz, cały wszechświat sprzyja ci na drodze do twoich pragnień.

Więc dlatego przyjrzałam się drugiej stronie 7 Kielichów. A co byście powiedzieli – 7 Kielichów jako rada – to wizualizowanie i afirmowanie naszych pragnień.

Często słyszymy przecież, jesteśmy tym, co myślimy. Jeśli negatywne myśli ściągają negatywne wydarzenia, to dlaczego pozytywne myśli miałyby nie ściągać Tyc   h pozytywnych?
Mało kto praktykuje tę metodę, uważając ją za mało przydatną i nieefektywną. Bo w rzeczywistości przydarza nam się więcej tych przykrych rzeczy. Ale czy rzeczywiście tak jest?

Po pierwsze – naszym problemom poświęcamy o wiele więcej uwagi i energii niż myśleniu o rzeczach pozytywnych. Zazwyczaj godzinami roztrząsamy jakąś trudną sytuację i przygotowujemy się już na wszystkie możliwe czarne scenariusze.
Po drugie – o wiele częściej w pamięci przechowujemy wszystkie urazy, kłopoty, kłótnie, nieprzyjemne sytuacje. Rzadko kiedy pamiętamy lub pod koniec dnia myślimy o tych wszystkich przyjemnych rzeczach, które nam się przydarzyły. Uważamy bowiem, że były one małe i nic nie znaczące.
A po trzecie – jak każdy sport, hobby czy inna dyscyplina, wszystko wymaga ćwiczeń i systematyczności. Nic nie przychodzi samo. I szpagat też nie zrobimy za pierwszym razem.

Więc tak szczerze, kto z nas medytuje bądź afirmuje codziennie. Robimy to raz, i jeśli następnego dnia nie zdarzy się żaden cud, rozczarowani porzucamy to i spędzamy chętniej godzine przed telewizorem lub przy komputerze.
Wiem, że mojej góry nie da się na raz przeskoczyć, więc zaczynam ją afirmować. Mam nadzieję, że wejdzie mi to w krew, albo w nawyk, jak picie kawy J

Pozdrawiam przedwakacyjnie J

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz